Lipiec 7
Polska PLK
Qyntel Woods – najlepszy zawodnik PLK przez wielu uznawany także za najwybitniejszego zawodnika, jaki kiedykolwiek w PLK zagrał – narzeka na trudny czas. pojedynki wkroczyły w ostateczną fazę, a czołowy strzelec Euroligi jest cieniem samego siebie. W dwóch pierwszych spotkaniach półfinałowych z Treflem Sopot zaliczył zaledwie 4 punkty. I nie chodzi tylko i wyłącznie o zdobycz punktową Woodsa. zawodnik najlepszej polskiej drużyny zamiast kłopotów na boisku, przechodzi przez trudny czas we własnej głowie.
Na parkiecie w gdyńskiej hali sportowo-widowiskowej sprawiał wrażenie, jakby występował na nim za karę. Q nie potwierdził opinii, jakoby na starcia z drużynami z góry tabeli motywował się na starcia z outsiderami. Woods poruszał się po parkiecie co najmniej jakby odczuwał skutki ogromnie zakrapianej potańcówki ostatniego wieczoru. Zamiast biegać truchtał, zamiast twarzy koszykarskiego killera fanom całej Polski prezentował spojrzenie zawodnika, który zimą zjawia się na karnym treningu o 6 rano. Gdyby w polskim kodeksie karnym był ustęp odnośnie braku szacunku okazywanemu widzom podczas wydarzeń masowych przez jej głównych aktorów, gracz Prokomu otrzymałby dożywocie. A gdyby fanom trzeba było jeszcze odstąpić pieniądze za bilet, od koszykarza mistrzów Polski spokojnie można by się domagać kilku „stówek” dopłaty.
To fakty haniebne, zważywszy na to, że osobą gwiazdy mistrzów Polski podobno raz jeszcze zainteresowali się włodarze zespołów amerykańskiej NBA. Wywiad z gwiazdą PLK przeprowadził prestiżowy amerykański magazyn „Slam”, kolumnę poświęcił mu koszykarski ekspert Bill Simmons. Jeśli nie do najlepszej ligi świata, Woods po świetnym dla siebie sezonie euroligowym powinien przejść przynajmniej do Hiszpanii (mówi się nawet o Realu Madryt). Dotychczasowymi meczami z Treflem gracz Prokomu udowodnił jednak, że na kolejną szansę w karierze nie zapracował sobie, a jeśli będzie się prezentował jak ostatnio kibice zapamiętają go głównie z gwiazdorstwa, a nie bycia gwiazdą. I sen o najlepszej lidze świata nigdy się nie ziści.